Flora Kołtunowa

Świadectwo 24

Mówi Pani Kołtunowa Flora

(nagrane na taśmę) 
Weszłam do pani – do Władzi mamusi. Jak się dowiedziałam, jak się dowiedziałam od mleczarki, że tu jest cudowne miejsce na Siekierkach. Dziewczynce się Matka Najświętsza objawiła na wiśni. Ja mówię, Boże, czy to jest możliwe, że Matka Najświętsza nami nie pogardziła. Że Matka Najświętsza do nas, do biednych nas Warszawiaków przyszła? Matko Najświętsza, jak to jest prawda, pozwól mi przyjść tam do Ciebie na cudowne miejsce. I w tym właśnie zaraz jak ona to mi powiedziała, że dziewczynka ujrzała Matkę Najświętszą zaraz pobiegliśmy w niedzielę razem z chorym mężem. Bo mój mąż wrócił z niewoli z Bawarii. Był bardzo ciężko chory. Trzy lata temu właśnie był chory, przez lekarza leczony. Lekarz powiedział, że ja się wróci za trzy lata ta choroba, to już na pewno może się pani z mężem pożegnać. Żaden lekarz już nie uratuje, chyba żeby był cud z nieba. 


Na co chory był mąż? 
To była obozowa choroba jakaś ciężka, jakaś trudno mi powiedzieć, no nazwał, nazwał doktór jakąś cholerynką, tą chorobę straszną, że ona była powracała się po trzech latach i już była śmiertelna, tak że ona rzeczywiście się wróciła za trzy lata. Ja mówię do męża: Słuchaj, dziewczynce się Matka Boża objawiła. Chodźmy tam, pójdziemy na Siekierki, jak jeszcze możesz iść. A mąż powiedział: dobrze, pójdziemy. No i przyszliśmy na Siekierki. Z chwilą jak mi mleczarka powiedziała, że tu Matka Najświętsza się objawiła, przyszliśmy do Matki Najświętszej żeby Ją powitać. Przychodzimy do tej dziewczynki, a Jej mamusia mówi: "Proszę Panią, nie ma dziewczynki, wyszła i Ona wyjechała, nie ma Jej w domu. Proszę mnie nie nachodzić, bo jeszcze nic nie wiadomo. Dziecko może być chore, albo coś takiego, więc proszę mnie nie nachodzić. Ja mówię: proszę panią, niech pani wierzy, że jestem wierzącą i praktykującą. Bardzo wierzę w to i przyszłam panią naprawdę - niech pani się mnie nie boi, proszę bardzo, żeby pani mnie pozwoliła wejść. Ale nie ma dziewczynki, Ona wyjechała. No, mama skłamała trochę przede mną, a ja intuicyjnie czułam, że Ona jest. No i nie dało mnie odchodzić, tak zupełnie, jakby Matka Najświętsza powiedziała. Nie - jest i czekaj na nią. Więc ja schodząc, pomimo że ta mamusia Władzi nie pozwoliła mnie wejść do domu, zeszłam z pierwszego piętra, bo to na oficynie mieszkali i spotkałam małych dzieci i prosiłam ich - czy wy nie wiecie dzieciaczki gdzie jest Władzia? A oni mnie odpowiadają: Wiemy, bo proszę panią, Ona poszła na Sumę do kościoła, a jej mamusia nie chce nikogo puścić, bo się boi - więc mówią - proszę panią, Ona jest, ona na sumie jest, a później idzie na cmentarz, modli się nad grobami. Więc ja mówię: słuchajcie kochane dziewczynki - z chwilą, gdy będzie Ona szła - dałam im na cukierki - z chwilą, gdy Ona będzie szła, a ja pobiegnę tam dalej, oddalę się, więc będę czekała jak Ona przyjdzie, więc przyprowadźcie mnie ją, dobrze kochane dzieci. 

A gdzie został mąż? 
Mąż został na dworzu chory. No oczywiście, mógł jeszcze przyjść, bo przyjechaliśmy tramwajem i później doszedł ten kawałek drogi. Więc siedzieliśmy na trawie czekając, patrzymy, dziewczynki Ją prowadzą - Władzię. Przychodzi do mnie - bardzo się do mnie przytuliła." No ja mówię, kochana dziecino, powiedz mnie jak tyś widziała Matkę Najświętszą - droga moja - a Ona mnie zaczęła opowiadać. Przytuliła się do mnie tak jak, takim czułym sercem, czułam Ją tak jakby to było moje własne dziecko i mówię: powiedz kochana jak tyś ujrzała Matkę Najświętszą i Ona zaczęła mi - zaczęła, że o godzinie - to było 3 maja wieczorem, nikogo w domu nie było, zaczęła się bardzo modlić do Matki Najświętszej przy paciorku i w tym ujrzała wielką jasność w domu - przeraziła się, bo na razie myślała, że to jest, że to się pali, bo to była okupacja niemiecka, bo to przecież były zawsze jakieś wypały, jakieś wybuchy, więc Ona się przeraziła tym. Leci do okna zobaczyć, a tu ujrzała Matkę Najświętszą na wiśni pod jakimś welonem, za zasłoną i nie ujrzała Matki Najświętszej tak na jawie, ale widziała postać na wiśni, ze Matka Najświętsza stoi, ogromna jasność od Niej biła, no później opowiada, to było kilka dni po jej pierwszym widzeniu, że Matka Najświętsza już kilka razy do Niej przychodziła i w południe Jej kazała przyjść pod wiśnię i kazała Matka Najświętsza, prosiła Ją żeby Ona powiesiła obrazek Matki Bożej z Lourdes na wiśni najpierwszy, a później Matka Najświętsza zażądała kapliczkę małą, żeby była powieszona na wiśni, no i ja zaczęłam przychodzić każdą niedzielę razem, drugi raz przyszłam też z mężem, jeszcze mógł przyjść, ale już trzeci raz nie mogłam przyjść z nim, bo już był bardzo ciężko chory. 

Czy Pani prosiła o zdrowie dla męża? 
Tak bardzo prosiłam u Matki Najświętszej. Jak przyszliśmy błagaliśmy pod wiśnią, tu przyszliśmy i Władzi matka zobaczyła mnie, że jednak byłam krnąbrna i uparta, nie patrzyłam na to, że powiedziała, że mnie nie ma i Władzi, a ja jednak czekałam na nią i Władzia zobaczyła, że Władzia mnie opowiada, ja powiedziałam: niech pani się nie boi, niech pani się nie lęka, ja mówię pani szczerze, zaraz pójdziemy pod wiśnię, będziemy się modlić. I wtenczas poszliśmy wszyscy pod wiśnię, jeszcze kilka osób do nas się zbliżyło i zaczęliśmy się modlić. Ja bardzo błagałam Matkę Najświętszą o zdrowie dla swego męża, żeby Matka Najświętsza go nie zabierała, żeby jeszcze zostawiła go na świecie, bo mam córkę dosyć krnąbrną, którą mówię, nie dam rady jej sama wychować, bo byłam już chora na serce sama z tych wszystkich przeżyć. W tym przychodzę drugi raz do Matki Najświętszej, a mąż mój już bardziej chory i proszę u Matki Najświętszej, Mateńko Najświętsza, czyś o mnie zapomniała, że zabierasz mi męża. Ja zostanę sama i nigdy nie wyjdę już za mąż, ja bym chciała Cię tak prosić Matko Boża, żebyś zostawiła mi go jeszcze, żeby on jeszcze, on jeszcze pożył. Matuchno, poproś Pana Jezusa o miłosierdzie, o zostawienie jego na ziemi, jak można ubłagać Cię o miłosierdzie i w tym Matka Najświętsza odpowiedziała dziewczynce w widzeniu, że "Ja o nikim nie zapominam i ani mój Syn. Najmniejszy robaczek się nie poruszy stąd dotąd, który bez woli Bożej nie może się poruszyć i o każdym pamiętam. Tak samo dziecino i o tobie nie zapomnę”. – Te słowa usłyszałam przez Władzi usta, jak Matka Najświętsza do Niej mówiła. 
To było u Niej w mieszkaniu, już byłam poproszona. Byłam pod wiśnią i byłam poproszona do Jej mieszkania. Później trzeci raz już mój mąż nie mógł przyjść trzeciej niedzieli. To się działo wszystko w maju. Tak nie pamiętam szczególnie daty... więc trzeci raz przychodzę sama ze łzami w oczach. Było bardzo dużo ludzi. Było pełniusieńkie mieszkanie i na schodach nie mogli się pomieścić i pod wiśnią i wszyscy zaczęli błagać Matkę Najświętszą o miłosierdzie, o łaski dla siebie, o cierpienia, każdy znosił, no i ja prosiłam, no i Władzia prosiła bardzo Matki Bożej. Bardzo prosiła Matki Bożej, a mąż mój już był prawie w agonii, że o zdrowie mojego męża i tak było powiedziane, że jak ja wrócę do domu, to mój mąż zostanie uzdrowiony i rzeczywiście przychodziłam, już byłam przyszłam do domu, wszyscy się modlili wspólnie ze mną i Władzia bardzo błagała Matki Bożej i w tym przychodzę do domu, mąż mój prawie że w agonii nieprzytomny. Budzę męża i mówię: tak jakbym budziła go ze snu. Ja mówię. Matuchna Najświętsza cię uzdrowiła Kaziu, będziesz żył nie martw się, będziesz żył. Matka Najświętsza na Siekierkach cudowna na wiśni cię uzdrowiła i mój mąż zaraz tak jak mógł to zeszedł na kolanach przed ołtarzykiem maleńkim, który miałam i podziękował Matce Bożej i od tej pory trzydzieści trzy lata żyje i Matka Najświętsza powiedziała, że płaszczem swoim będzie osłonięty, że nam nic się nie stanie i tak się stało, że nic nam się nie stało w mojej rodzinie pomimo strasznych napaści i obozów, nikt nie zginął. Szwagrowie byli, ale nikt nie zginął. Szczęśliwie każdy wrócił i byliśmy wszyscy osłonięci płaszczem Matki Bożej cudownie. Teraz swoją prośbę, którą Matka Najświętsza, którą zostałam wysłuchana, za którą Matce Najświętszej dziękuję, składam największe podziękowanie Sercu Jezusowemu, Matuchnie Najświętszej Przyrzekłam Jej, dokąd będę żyła, będę do Niej przychodziła i Jej służyła jako wierna Jej sługa. Matko Najświętsza, ja niegodna Twoja sługa, pozwól mi przychodzić tu, żebym mogła Ci służyć. wtem dowiaduję się - miałam na Wielopolu za okupacji niemieckiej budkę. Zrozpaczona sąsiadka, która tam obok mnie strasznie płacze i mówi, że jej córka - studentka - pracowała w AK, brała wielki udział w konspiracji i ona właśnie podobnież brała udział w zamachu na Kuczerę i w tym, w ten pierwszy zamach wszyscy zostali wyłapani. Nie udało się - nie udał się im i ta matka od rozumu odchodziła, płacz straszny i tak rozpaczała, że to takie dobre dziecko i ono jest już zaaresztowane w Gestapo. W tym ja mówię: Proszę panią, nic nie straconego, niech pani biegnie do Matki Bożej na Siekierki, tam Matka Najświętsza przyszła do nas, ja mówię, niech pani biegnie, pójdziemy, a ona mówi: nie wiem gdzie to jest. Ja mówię: niech pani przyjdzie do mnie, ja pójdę razem z panią, zaprowadzę, no i w tym jak przyszła ta pani do mnie, zaraz przyszliśmy, a tutaj właśnie na terenie koło wiśni Niemcy ćwiczą w pełnym rynsztunku, leżą w tym błocie, w tych bruzdach i ćwiczą, a mąż jej zląkł się i wrócił. Ja mówię, no trudno, niech pan się wraca, a pani niech się nie załamuje, pani niech idzie do Matki Najświętszej. Idziemy do Matki Najświętszej sama jeszcze wiśnia była i obrazeczek na niej, mała kapliczka. I myśmy doszli z tą panią pod tą cudowną wiśnię do Matki Najświętszej, zaczęliśmy błagać Matkę Boską o zasłonięcie tej dziewczynki, żeby ona nie zginęła, żeby Matka Najświętsza wzięła ją pod swój płaszcz, żeby Matuchna Najświętsza ją ratowała. Matko Najświętsza - i wołamy na głos, obchodzimy na kolanach tę wiśnię, prosimy Matkę Najświętszą. Mówimy na głos różaniec, a Niemcy pokazują na nas, na głowę, że myśmy powariowały, że to już Polacy zwariowali, a my nic, ja mówię: niech pani nic nie mówi, niech pani się modli, nie przerywać modlitwy i my się modlimy cały czas, a oni odeszli ci Niemcy od nas, a jeden po prostu Niemiec, to łzy miał w oczach patrząc się na nasz widok, jak myśmy skamlały do tej wiśni, do tej Matuchny Najświętszej, do tej kapliczki, która wisiała i Matka Najświętsza na wiśni. W tym się dzieje, że pomodliliśmy się i przychodzimy, poszliśmy do domu. Matka za krótki czas, za kilka dni dowiaduje się, że córka z Gestapo została przesunięta z Alei Szucha na Pawiak. To był taki, po prostu pisała list, że mówi, nie wyobraża sobie tego jak to się stało, bo wszyscy zostali rozstrzeleni, a ona, ją Niemka właśnie powiedziała, szkoda żeby ona ginęła i wysłała ją na Pawiak, a z Pawiaku wyjedziesz do obozu i prędzej może ocalejesz, bo szkoda cię, żebyś zginęła. To niepodobne, żeby była Niemka, to jakaś siła wyższa ją ochroniła i ją wysłała, tak żeby ją ocalić, to tu Matka Najświętsza cudowna uczyniła ten znak i ten cud na Pawiaku, w tej Alei Szucha. I w tym ta matka wysłała jej cudowny medalik Matki Bożej w chlebie do obozu i powiedziała do niej: Córciu, w razie już będzie taka Wola Boża, jak już będziesz miała ginąć, nie giń bez Matki Bożej. Pamiętaj, żebyś Ją zawsze miała przy sercu twoim, pamiętaj, żebyś Ją miała na piersi swojej jak będziesz ginęła, jak będzie taka Wola Boża, bo ja Ci się Boże zawsze ofiaruję i biegnę do Matki Bożej, aby cię osłaniała nawet i w tym obozie. I w tym się dzieje, że matka dostaje się za okupacji niemieckiej, jak Powstanie wybuchło w Warszawie, razem dostaje się do tego samego miasta, gdzie i córka jest. Ją wywożą z Warszawy razem z mężem i z innymi córkami, miała jeszcze dwie córki i mówi tak: Boże, tu moje dziecko jest w tym mieście, a jeszcze wojna nie skończona, a to miasto mieli okupywać Amerykanie, bo Rosjanie nie mieli tego miasta, nie pamiętam dokładnie, bo mnie tłumaczyła o tym mieście, ale już mam słabą pamięć, bo już mam 70 lat, to już wyszło mnie trochę z głowy te nazwy. Więc mówi: Boże, żeby to moje dziecko, żebym ja mogła zobaczyć jak w RGO zaczęła pracować i paczki dawała i żywiła wszystkich kto wracał, żebym ja mogła swojemu dziecku dać. Mateńko, przecież ja Ciebie prosiłam i Tyś mnie, czułam, że dasz mnie, że ona wróci do mnie Matuchno kochana, ona prosi, ta matka bardzo Matki Bożej i dzieje się cud w obozie. Niemcy wszystkich, wszystkich więźniów na rozstrzał brali, jak likwidowali obozy, to wystrzeliwali wszystkich z obozu i tu się dzieje tak samo, że wszystkich ich wystawili na rozstrzelanie, a jej córka - pomacała piersi swoje, że nie ma medalionika, że na umywalce zostawiła medalionik i biegnie i patrz - na widok, na oczy, na ręce karabinów i Niemców, gdzie byli ustawieni karabiny, wszyscy ludzie z obozu byli wystawieni na rozstrzał i ona leci po ten medalionik Matki Bożej, żeby razem z nim ginęła i w tym trakcie, w tym trakcie ona właśnie bierze ten medalionik, a oni już rozstrzeliwują wszystkich i ją nie widzieli zupełnie, każdy jej ustąpił miejsca ...każdy jej ustąpił miejsca jak ona biegła do tego obozu i wzięła medalionik i miała iść z powrotem na miejsce i zobaczyła jak ona się znalazła w obozie sama jedna, jedniusieńka i oni wszystkich rozstrzelili i ona jedna jedyna została w obozie. Czy to nie są łaski Matki Najświętszej? Czy to nie znak prawdziwy, który Matka Najświętsza doświadczyła to dziecko, to nie chciała żeby ono ginęło i w tym ona, wchodzą Amerykanie. Pełno trupa leży, a ona zdygociała, trzęsąca się w kącie w obozie trzęsła się i patrzy na widok Amerykanów, oni wchodzą i biorą ją i prowadzą, gdzie akuratnie, do RGO do tej matki jej i wpada w objęcia matki i matka mdleje i ona. Straszna tragedia, straszne przeżycie i matki i córki. I trzeba trafu, że po Powstaniu znalazłam się w Brwinowie i nie dostałam się do żadnego obozu i w tym trakcie po skończeniu w 1945 r. Powstania, znalazłam się w Warszawie i przybiegłam do Matki Najświętszej podziękować za wszystko, że zostaliśmy ocaleni, że nietknięci, w obozie nawet nie byłam, tak Matka Najświętsza uczyniła i trzeba trafu, że spotykam tę osobę w tym trakcie, kiedy jestem na cudownym miejscu, ona też przyszła podziękować Matce Najświętszej, bo przyrzekła Matce Bożej, że gdzie by nie była, to przyjedzie skąd by nie była nawet zza oceanu, to przyjdzie Matce Bożej podziękować. I my się spotykamy tu na cudownym miejscu obydwie, tak jak byśmy się umówili i ona mnie to wszystko opowiada i mówi proszę panią, mogłam zostać już w Ameryce, mogłam zostać wszędzie, bo mamy wyższe wykształcenie, więc przyrzekłam Matce Bożej, że przyjdę Jej podziękować, hołd Jej złożyć za to wszystko i właśnie przyszłam i tak myślałam, żebym mogła panią spotkać tutaj, bo jednak pani mnie powiedziała o tym cudownym miejscu. I pani sobie wyobrazi, że nawet i to uprosiłam u Matki Bożej, dziwny zbieg nie wiedząc, gdzie pani mieszka i pani nie wie, gdzie ja mieszkam i my się spotykamy u Matki Bożej jednego dnia po Powstaniu. To przecież traf taki. I więcej od tamtej pory tej pani nie widziałam, więc możliwe, że wyjechała gdzieś za granicę, bo nie miałam styczności ją spotkać, a to by zawsze na pewno była u Matki Bożej, bo ona była taka Jej oddana, tak dziękowała Matce Bożej ze łzami w oczach, to na pewno by była, nigdy jej więcej nie spotkałam. Tak jakby trzeba było, żebym ja to wszystko siostrze opowiedziała. I tu Matce Najświętszej słyszeli ten właśnie cud. 
Jeszcze chcę dodać. Nie tylko mój mąż uzdrowiony został. Wracam do swojej rodziny. I w tym trakcie moja córka jak wyszła za mąż rodziła syna i bardzo ciężki poród był, kleszczowy i sama miała w obydwu nogach skrzepy i w tym temperatura do 40 stopni. Lekarze załamywali ręce. To było na Karowej. No rozpacz, tak że powiedzieli, tracą nadzieję. Jest niemożliwe ją uratować. Bardzo ciężki stan, nie wiedzą co to jest, że taka straszna gorączka, a skrzepy, obydwie nogi są w szynach. i my mówimy, że jeszcze biegniemy do Matki Bożej. Przybiegliśmy, zięć przyszedł ze szpitala. Przybiegliśmy tutaj o godzinie 9 wieczorem, tak jak Władzia widziała właśnie Matkę Bożą. Zmówiliśmy różaniec, było nas 7 osób. Błagaliśmy Matkę Najświętszą dla Niej o zdrowie, żeby Matka Najświętsza dała jej zdrowie. I w tym właśnie, kiedy myśmy tu mówili różaniec, to ją gorączka puściła i nogi z szyny zdjęte i wróciła za 7 dni do domu. To cudowne uzdrowienie, dziękujemy Matce Bożej tu na cudownym miejscu, bo o tej godzinie to się stało. Doktór sam się dziwił jak to się stało, co to było, że tak raptownie wszystko właśnie minęło, to było dziękując Matce Bożej i wnuczek kiedy miał półtora roku, córka urodziła drugie dziecko, dziewczynkę, wróciła, on upadł wznak, pośliznął się na podłodze, chłopczyk Krzysztof. I w tym dostał wstrząsu mózgu, ropną anginę, ostry katar kiszek i sławni profesorowie Bogdanowicz i inni z Mokotowa już nie pamiętam nazwiska drugiego profesora, którzy jego leczyli i powiedzieli też, stan jest beznadziejny, ciężki stan, bo dziecko lodem okładali i dziecko właśnie zostało zaziębione i w tym właśnie dziecko tutaj u Matki Najświętszą zostało uzdrowione i chłopiec żyje, który ma 21 rok już i bardzo nam Matka Najświętsza tyle łask dała, za które nie jesteśmy godni Matce Bożej dziękować. Dziękujemy Ci Matko Najświętsza. A moje nazwisko - nazywam się Kołtunowa Flora. Mieszkam w Warszawie, Śniegocka 7 mieszkania 13. 


mój podpis /-/ F. Kołtunowa