Stanisława Brodowska

Świadectwo 1.

Pewnego dnia moja teściowa zajęła mnie jakąś sobie wyszukaną pracą, aby mi przedłużyć godzinę 12, na którą zbieraliśmy się na modlitwę na tym cudownym miejscu i nie wytrzymałam, wyrwałam się jak ptaszę z klatki i szybko biegłam, bo już było późno, gdy przyszłam na miejsce objawień, to znaczy pod wiśnię, to już było po modlitwach i zaczęli mi opowiadać, że było widzenie i Matka Najświętsza wszystkich pobłogosławiła, a już wszyscy wracali spod wiśni, a ja zaczęłam się modlić i żal mnie ogarnął i pomyślałam – Matko Najświętsza, czy ja niegodna? Gdy ja tak się modlę, wtem wszyscy wracają i mówią: widzenie – a Władzia w zachwycie czołga się na kolanach, a Matka Najświętsza mówi: „Przyszłam do niej, bo i ona do mnie idzie”. I pobłogosławiła mnie. Radość wielka napełniła me serce.

Świadectwo 2.

Siostra moja przyjechała do mnie, gdyż była w niebezpieczeństwie za okupanta i ukrywała się u mnie i nikt o tym nie wiedział i przyjechała moja Mama i było widzenie. Matka Najświętsza powiedziała: „Matko stroskana nie martw się o swoje dziecko, żadna krzywda mu się nie stanie, bo ona jest pod moją opieką. Ja też mego Syna ukrywałam…” I dalej nie pamiętam.

Świadectwo 3.

Jeszcze jeden przykład. Rok 1944. Wybieramy się na Jasną Górę na 15 sierpnia. Rozmawiam z Władzią. Mieliśmy jechać na Zielone Świątki, ale straszne łapanki i boimy się. Władzia też mi odradza, że na sierpień. Jesteśmy obydwie i mała dziewczynka. Zaczynamy Anioł Pański. No i zachwyt. Mówi Pan Jezus: „Dzieci Moje, nie odkładajcie na sierpnia, bo już na sierpnia nie będziecie mogli pojechać, bo tu już nic nie będzie, ani was, ani waszych domów, tylko ta wiśnia i kapliczka. Jedźcie teraz, a Ja i Matka Moja z otwartymi rękoma na was czekamy i nie bójcie się i gdy będą łapanki, wy będziecie osłonięci, że nie będą was widzieli”. – No i pojechaliśmy. Pojechało nas 7 osób i wróciliśmy szczęśliwie.

/-/ Brodowska Stanisława