Zofia Malinowska

Świadectwo 8.

Siekierki to nazwa warszawskiej dzielnicy położonej na lewym brzegu Wisły. W tej to dzielnicy zamieszkiwała kilkunastoletnia, dziewczynka imieniem Władzia. Mieszkała ona wraz ze swoimi rodzicami i rodzeństwem w bardzo ubogim mieszkaniu, na poddaszu. Były to lata straszne i pełne grozy, podczas hitlerowskiej okupacji. Mieszkańcy tej dzielnicy – podobnie jak i w innych dzielnicach Warszawy przystrajali krzyże i figurki NPM, aby się przy nich gromadzić na wspólną modlitwę. Władzia często była wśród nich, modląc się gorąco. Ludzie tracili już nadzieję na przetrwanie tej strasznej wojny. Coraz częściej dały się słyszeć rozpaczliwe głosy: „nie ma Boga na świecie, skoro dopuszcza do tak strasznych zbrodni”, ale wśród tych udręczonych do ostateczności, byli i tacy, którzy w dzień i w noc błagali Boga za pośrednictwem Bożej Matki o miłosierdzie dla świata całego. (Modlitwy w nocy nazywano nocami pokutnymi).

Jest wiosna 1943 r. cała przyroda budzi się do nowego życia, a z nią nadzieja ludzi o przetrwanie. Nastaje miesiąc maj. Maj jest miesiącem uprzywilejowanym na uproszenie łask przez modlitwę do Najświętszej Matki. Wiedzą to dobrze wszyscy, więc jeszcze goręcej zanoszą swoje prośby do Świętej Panienki. Władzia też to dobrze rozumie i nie rozstaje się z różańcem świętym, przesuwając w żarliwej modlitwie jego paciorki. Na pozór Władzia niczym się nie różni od swoich rówieśnic. Jest skromną, pogodną i koleżeńską dziewczynką, lecz kiedy się modli, to w jej modlitwie wyczuć można tyle prostoty, powagi i całkowitego zawierzenia Matce Najświętszej, że może być wzorem (mimo swojego wieku) dla innych.

Jest 3 maj 1943 r. – w tym dniu jak błyskawica przeleciała wśród mieszkańców Siekierek wieść o objawieniu się Matki Bożej (na tle kwitnącej wiśni) w/w dziewczynce imieniem Władzia. W związku z tym wydarzeniem nastąpiła ostra wymiana poglądów na całą tę sprawę wśród mieszkańców Siekierek. Jedni wyśmiewając, wyszydzali dziewczynkę inni nie ustawali w modlitwach, a byli i tacy którzy nie mieli własnego zdania i tylko zwykła ciekawość ściągała ich do tego miejsca. Objawienia się powtarzały, a wraz z nimi mieszały się opinie ludzi.

Rówieśnicy Władzi (do których i ja należałam) zasypywali pytaniami ks. F. Szmita (który prowadził lekcje religii w tutejszej szkole), czy to możliwe, aby Matka Boża objawiała się naszej koleżance Władzi? – Lecz Prefekt odnosił się z dużą rezerwą do całej sprawy. Mimo różnych przykrości, które spotykały Władzię, pozostała ona w codziennym życiu skromną, nadzwyczaj pokorną i pełną życzliwości dziewczynką. Rozmodlona z głębi serca, mobilizowała ludzi do wspólnej modlitwy, wzbudzając podziw – skąd ta młoda dziewczyna, tak własnymi, prostymi słowami umie prosić Matkę Bożą o opiekę i ratunek dla żywych i zmarłych. Kilka razy byłam obecna, kiedy w czasie wspólnej modlitwy Władzia miała widzenie. Klęczała ona w mieszkaniu na parapecie otwartego okna lub przed figurką Matki Bożej. Miała wyciągnięte przed siebie ręce, w których trzymała różaniec. W czasie widzenia była jakby oderwana od życia ziemskiego, zapatrzona przed siebie, pełna powagi i głębokiego skupienia. Głęboką ciszę przerywały słowa modlitwy, którymi wielbiła Bożą Matkę. Niejednokrotnie w czasie widzenia powtarzała głośno życzenia Matki Bożej nawołujące do modlitwy i szczerej pokuty dla uproszenia miłosierdzia Bożego. Miejsce to zaczęło przyciągać coraz więcej ludzi, łącząc ich we wspólnej modlitwie.

Teren, na którym się zbierano, był bardzo niebezpieczny, gdyż w najbliższym sąsiedztwie była jednostka wojsk niemieckich i bardzo w tym rejonie przestrzegana godzina policyjna – wiemy dobrze czym każde takie zgromadzenie groziło. Ludzie nie zwracali jednak na nic uwagi, tylko podążali na wspólną modlitwę, przeplataną cichym błagalnym śpiewem:

"Skryj nas pod swój płaszcz,
nie daj nas karać,
nie daj nam Maryjo
na wieki zaginąć..."

Matka Najświętsza jakby okrywała swoim płaszczem wszystkich tu się modlących – trzymających w dłoniach zapalone świece i obchodzących na kolanach wiśnię – przed represjami, jakie mogły nastąpić ze strony okupanta.

Nadszedł rok 1944, a w nim wybuch powstania warszawskiego i wielka tragedia mieszkańców tego miasta. Los rzucił każdego w inną stronę. Dom, w którym mieszkała Władzia został spalony, tak jak inne domy w tej dzielnicy. W związku z tym zmieniła ona miejsce zamieszkania, ale często podążała do maleńkiej kapliczki w miejscu objawienia, aby wspólnie z garstką wiernych uwielbiać Bożą Matkę słowami pieśni „Królowej Anielskiej śpiewajmy…”. Miejsce to jest uprzywilejowane w otrzymywanie łask Bożych za pośrednictwem Matki Niepokalanej bez grzechu poczętej, o czym świadczyć mogą zanoszone tu od 40 lat modlitwy, dziękczynienia, powroty ludzi, których życie sprowadziło na drogi grzechu oraz widoczne na obecnym ołtarzu ofiarowane vota. Wielu wydarzeń z tamtych lat już nie pamiętam (lub przez swoją nieudolność nie potrafię odtworzyć) tak jak: – daty ostatniego objawienia Matki Bożej – czasu objawień Pana Jezusa, jak również dokładnej, pełnej treści życzeń Matki Bożej, przekazywanych przez usta Władzi. I po prostu za wiele lat dzieli mnie od tej chwili i ze względu na mój wiek dziecięcy w tym czasie. To, co utrwaliło się w mojej pamięci starałam się opisać jak najdokładniej.

Malinowska Zofia Warszawa, dn. 1.03.1983 r.