Rosa Maria

Świadectwo 9.

Znałam Władzię, bo była moją rówieśniczką. Chodziłyśmy do jednej klasy. Kiedy rozeszła się wieść, że Władzi pokazuje się Matka Boska, to pobiegłam z koleżankami do jej domu. Mieszkała na pierwszym piętrze. Widziałam Władzię rozmodloną. Klęczała na parapecie i ten moment do dziś dobrze pamiętam. Doznałam wtedy uczucia jakiegoś ogromnego lęku pewnie dlatego, że działo się coś dla mnie niezrozumiałego. Kilka razy w maju byłam na tych wspólnych modlitwach. Zwykle tak było, że Władzia modliła się, modliła i my z nią i w pewnym momencie wpadała jakby w odrętwienie, nie reagowała na nic. Woleliśmy na nią, ale ona jakby nie słyszała. Sama szczypałam ją, a ona nic tylko modli się. Czekaliśmy, co ona powie, co Matka Najświętsza jej powie. Ja od dziecka kochałam nabożeństwa majowe i lubiłam modlić się, dlatego rodzice nie zabraniali mi chodzić do Władzi. Sami nie chodzili, nie mieli czasu, bo pracowali. – W pewnym objawieniu Matka Boża widocznie zażądała, aby pokryć kapliczkę blachą (opowiadał mi ten fakt mój obecny teść, który był blacharzem). Kiedy zwrócono się do niego w tej sprawie miał odpowiedzieć: „Niech Matka Boża cieszy się, jeśli będzie miała pokryte papą”. W miesiącu maju na Siekierkach w tamtych latach wieczorem z każdej strony rozbrzmiewał śpiew litanii i nasłuchiwało się, skąd głośniej słychać. Ludzie gromadzili się na nabożeństwa majowe przy krzyżach przydrożnych. Na wieść o widzeniach ludzie całymi gromadami szli pod wiśnię mimo, że niedaleko stało wojsko niemieckie. W tym czasie szkoła nasza była przeniesiona na ulicę Gościniec, blisko kapliczki, ponieważ szkołę zajęło gestapo. Jestem święcie przekonana, że Władzia widziała Matkę Boską i że w tym wszystkim była jakaś wyższa siła, że to jest człowiek wybrany, że ona tak ładnie się modli, że jest taka rozmodlona. Ja i dziś mam dla niej podziw, gdy ją czasem widzę w Czerniakowie.

Warszawa – Siekierki, maj 1982 r.
Rosa Maria
Warszawa, ul. Gąsocińska
 /-/ Własnoręczny podpis/